Za dużo matematyki, a za mało filozofii. Stary Testament uczy ekonomii
2012-01-17
Adam i Ewa mieszkali w Edenie, mieli wszystko. Ich grzech pierworodny polegał na nadmiernej konsumpcji. Zerwali jabłko z drzewa, mimo że nie byli głodni i go nie potrzebowali.
Leszek Baj: W swojej książce twierdzi pan, że za dużo w ekonomii matematyki, a za mało filozofii. Jak to się ma do obecnego kryzysu, który wywołało zadłużanie się, nadmierne wydatki i konsumpcja?
Tomáš Sedláeek, wykładowca na Uniwersytecie Karola w Pradze, były doradca Vaclava Havla, główny makroekonomista w Eeskoslovenská Obchodn~ Banka (CSOB): Z ekonomią jest pewien problem. W życiu mamy wiele wartości, ale tylko niektórym można przypisać liczbę, np. cenę. Coca-cola ma cenę, dyktafon ma cenę, także stół ma cenę. Ale są także inne wartości, którym nie można przypisać liczby. Chodzi na przykład o estetykę, przyjaźń, miłość czy zrozumienie. To wartości, które są niezmiernie ważne w życiu, ale ciężko je objąć jakimś modelem ekonometrycznym.
Dla mnie ekonomia to więcej niż sam system. W mojej książce staram się odkryć duszę ekonomii, którą widać po zabraniu wszystkich tych liczb. Teraz chyba panuje taki generalny nastrój, że potrzebne są zmiany. Zrobiliśmy coś źle, nie wiemy dokładnie co, ale chcemy to zmienić. Nawet najbardziej cyniczny ekonomista z Wall Street to powie.
Pokazują to ludzie z ruchu Oburzonych, z Occupy Wall Street...
- Jeśli nie interwencje rządowe w instytucje finansowe, to na ulicy protestowaliby ci finansiści z Wall Street, mówiąc, że kapitalizm jest niesprawiedliwy.
Ale jednocześnie jest pan makroekonomistą pracującym w prywatnym banku, czyli wewnątrz tego systemu. Da się pogodzić pana filozoficzne podejście i ekonomię taką, jaka jest?
- Czy byłoby lepiej, gdybym żył w lesie? Muszę być w środku, żeby zrozumieć, jak działa cały system ekonomiczny. Ale staram się być człowiekiem otwartym.
Ekonomia często stosuje uproszczenia, np. ekonomiści zwykle zakładają, że ludzie są racjonalni i wolni. Ale tak wcale nie musi być. Nieracjonalność zachowania człowieka może obalić model ekonomiczny. Jeśli założę, że wszystkie psy są żółte, to mogę na tym zbudować pewien model. Ale nie powinniśmy później się specjalnie dziwić, że model nie działa i nie przybliża do prawdy. To jest problem ekonomii. Jesteśmy zbyt ograniczeni, myślimy zbyt wąsko.
Ekonomia potrzebuje więcej filozofii?
- Przyjęło się, że bazą ekonomii jest matematyka, a tylko wisienkami na torcie są: filozofia, etyka, religia. Ja uważam odwrotnie. Matematyka to tylko czubek góry lodowej całej ekonomii. Podstawą ekonomii są nasze wierzenia, mity, historia.
No ale czy da się wytłumaczyć obecne problemy gospodarcze, np. z zadłużeniem, poprzez pryzmat historii?
- Kryzysy przychodzą i odchodzą. Znamy to od stuleci. Pierwszy cykl koniunkturalny zanotowany przez człowieka pochodzi ze Starego Testamentu z Księgi Rodzaju. Faraon miał sen o siedmiu tłustych krowach, czyli o siedmiu dobrych latach z szybkim wzrostem PKB, i o siedmiu chudych krowach, czyli latach stagnacji czy recesji. Józef poradził faraonowi, by nie przejadać wszystkiego w dobrych czasach, ale oszczędzić na trudne czasy. To historia, którą zrozumie nawet siedmioletnie dziecko.
Ale my - ludzie współcześni ze wszystkimi naszymi skomplikowanymi modelami ekonomicznymi - zrobiliśmy dokładnie odwrotnie. Nie tylko zjedliśmy wszystko, co mieliśmy, ale i zadłużyliśmy się. To sprawia, że obecny kryzys jest bardziej dotkliwy.
Co zrobić, by poradzić sobie z kryzysem?
- Gospodarka światowa przypomina trochę chorego pacjenta, który cierpi nie na depresję, ale na psychozę maniakalno-depresyjną. Ma momenty depresji, ale też euforii i manii. Jeśli chcesz leczyć pacjenta z psychozą maniakalno-depresyjną, najpierw musisz uporać się z maniami.
Grecka gospodarka cierpi na problem depresji. Być może, jeśli Grecy pracowaliby dwa razy ciężej, to nie mieliby obecnych kłopotów. Ale co z Irlandczykami? Ich gospodarka też ma problemy, ale mają one inne przyczyny - kłopoty sektora bankowego. Moim zdaniem, jeśli bankierzy irlandzcy pracowaliby dwa razy mniej, to może nie wywołaliby kryzysu w tym kraju.
Pacjenta z depresją leczymy, dając antydepresanty, jeśli ma lepszy nastrój, dobry znak. Problem w tym, że my dajemy antydepresanty nawet w okresach maniakalnych. Tymczasem gospodarce światowej potrzeba jest stabilizacja.
Światowa gospodarka ma szansę na stabilny wzrost w kolejnych latach?
- Widzę cztery źródła rozwoju, które w ostatnich latach spowodowały znaczący wzrost gospodarczy. Chodzi o źródła pochodzące z przeszłości - czyli np. wykorzystanie surowców. Drugim źródłem jest globalizacja, kolejnym są innowacje, czyli wynalazki. Wreszcie czwartym jest korzystanie z przyszłych źródeł wzrostu, czyli pożyczanie pieniędzy i inwestowanie ich dzisiaj.
Z tym pożyczaniem jest jednak problem. Jeśli człowiek pożycza 10 tys. euro, to tylko głupiec powie, że jest bogatszy o 10 tys. Bo to przecież pożyczka. Ale gdy te same pieniądze pożycza państwo i finansuje deficyt budżetowy, wszyscy uważają, że jest bogatszy, i się cieszą, bo PKB rośnie.
1
2
następne »
Tomáš Sedláeek, wykładowca na Uniwersytecie Karola w Pradze, były doradca Vaclava Havla, główny makroekonomista w Eeskoslovenská Obchodn~ Banka (CSOB): Z ekonomią jest pewien problem. W życiu mamy wiele wartości, ale tylko niektórym można przypisać liczbę, np. cenę. Coca-cola ma cenę, dyktafon ma cenę, także stół ma cenę. Ale są także inne wartości, którym nie można przypisać liczby. Chodzi na przykład o estetykę, przyjaźń, miłość czy zrozumienie. To wartości, które są niezmiernie ważne w życiu, ale ciężko je objąć jakimś modelem ekonometrycznym.
Dla mnie ekonomia to więcej niż sam system. W mojej książce staram się odkryć duszę ekonomii, którą widać po zabraniu wszystkich tych liczb. Teraz chyba panuje taki generalny nastrój, że potrzebne są zmiany. Zrobiliśmy coś źle, nie wiemy dokładnie co, ale chcemy to zmienić. Nawet najbardziej cyniczny ekonomista z Wall Street to powie.
Pokazują to ludzie z ruchu Oburzonych, z Occupy Wall Street...
- Jeśli nie interwencje rządowe w instytucje finansowe, to na ulicy protestowaliby ci finansiści z Wall Street, mówiąc, że kapitalizm jest niesprawiedliwy.
Ale jednocześnie jest pan makroekonomistą pracującym w prywatnym banku, czyli wewnątrz tego systemu. Da się pogodzić pana filozoficzne podejście i ekonomię taką, jaka jest?
- Czy byłoby lepiej, gdybym żył w lesie? Muszę być w środku, żeby zrozumieć, jak działa cały system ekonomiczny. Ale staram się być człowiekiem otwartym.
Ekonomia często stosuje uproszczenia, np. ekonomiści zwykle zakładają, że ludzie są racjonalni i wolni. Ale tak wcale nie musi być. Nieracjonalność zachowania człowieka może obalić model ekonomiczny. Jeśli założę, że wszystkie psy są żółte, to mogę na tym zbudować pewien model. Ale nie powinniśmy później się specjalnie dziwić, że model nie działa i nie przybliża do prawdy. To jest problem ekonomii. Jesteśmy zbyt ograniczeni, myślimy zbyt wąsko.
Ekonomia potrzebuje więcej filozofii?
- Przyjęło się, że bazą ekonomii jest matematyka, a tylko wisienkami na torcie są: filozofia, etyka, religia. Ja uważam odwrotnie. Matematyka to tylko czubek góry lodowej całej ekonomii. Podstawą ekonomii są nasze wierzenia, mity, historia.
No ale czy da się wytłumaczyć obecne problemy gospodarcze, np. z zadłużeniem, poprzez pryzmat historii?
- Kryzysy przychodzą i odchodzą. Znamy to od stuleci. Pierwszy cykl koniunkturalny zanotowany przez człowieka pochodzi ze Starego Testamentu z Księgi Rodzaju. Faraon miał sen o siedmiu tłustych krowach, czyli o siedmiu dobrych latach z szybkim wzrostem PKB, i o siedmiu chudych krowach, czyli latach stagnacji czy recesji. Józef poradził faraonowi, by nie przejadać wszystkiego w dobrych czasach, ale oszczędzić na trudne czasy. To historia, którą zrozumie nawet siedmioletnie dziecko.
Ale my - ludzie współcześni ze wszystkimi naszymi skomplikowanymi modelami ekonomicznymi - zrobiliśmy dokładnie odwrotnie. Nie tylko zjedliśmy wszystko, co mieliśmy, ale i zadłużyliśmy się. To sprawia, że obecny kryzys jest bardziej dotkliwy.
Co zrobić, by poradzić sobie z kryzysem?
- Gospodarka światowa przypomina trochę chorego pacjenta, który cierpi nie na depresję, ale na psychozę maniakalno-depresyjną. Ma momenty depresji, ale też euforii i manii. Jeśli chcesz leczyć pacjenta z psychozą maniakalno-depresyjną, najpierw musisz uporać się z maniami.
Grecka gospodarka cierpi na problem depresji. Być może, jeśli Grecy pracowaliby dwa razy ciężej, to nie mieliby obecnych kłopotów. Ale co z Irlandczykami? Ich gospodarka też ma problemy, ale mają one inne przyczyny - kłopoty sektora bankowego. Moim zdaniem, jeśli bankierzy irlandzcy pracowaliby dwa razy mniej, to może nie wywołaliby kryzysu w tym kraju.
Pacjenta z depresją leczymy, dając antydepresanty, jeśli ma lepszy nastrój, dobry znak. Problem w tym, że my dajemy antydepresanty nawet w okresach maniakalnych. Tymczasem gospodarce światowej potrzeba jest stabilizacja.
Światowa gospodarka ma szansę na stabilny wzrost w kolejnych latach?
- Widzę cztery źródła rozwoju, które w ostatnich latach spowodowały znaczący wzrost gospodarczy. Chodzi o źródła pochodzące z przeszłości - czyli np. wykorzystanie surowców. Drugim źródłem jest globalizacja, kolejnym są innowacje, czyli wynalazki. Wreszcie czwartym jest korzystanie z przyszłych źródeł wzrostu, czyli pożyczanie pieniędzy i inwestowanie ich dzisiaj.
Z tym pożyczaniem jest jednak problem. Jeśli człowiek pożycza 10 tys. euro, to tylko głupiec powie, że jest bogatszy o 10 tys. Bo to przecież pożyczka. Ale gdy te same pieniądze pożycza państwo i finansuje deficyt budżetowy, wszyscy uważają, że jest bogatszy, i się cieszą, bo PKB rośnie.
Najnowsze wiadomości
-
Nie zdążyliśmy pojechać autostradą A2 a już popękała
-
Informacja - kluczem do reformy emerytalnej. Ile dostanę na starość?
-
Wielkie wrogie przejęcie w branży IT. Asseco Poland chce kupić Sygnity za ćwierć miliarda złotych
-
Rostowski: najtrudniejszy czas dla finansów publicznych już minął
-
Krótkie spięcie Alstomu. Francuzi walczą o przegrany przetarg w Opolu
-
W 2016 cała Polska w LTE. Albo nie
-
Komisja Europejska ustala jak liczyć podatki w Unii Europejskiej
-
Odwrócony kredyt hipoteczny, choć bezpieczniejszy, musi czekać
-
Obsługa kasowa dla mikrofirm za darmo. Alior: to nie promocja
-
Rząd nie dogadał się z samorządowcami w sprawie obniżenia limitów zadłużenia

Komentarze (25)
ale idiota...większych bredni nie czytałem..
ale co wymagac od takiego półgłówka skoro w Gimnazjum są 3 godz. religii tygodniowo a historii czy fizyki po jednej ??
nasza szkoła wychowuje bogobojnych idiotów.
@huston_mamy_problem
Nasze społeczenstwo nie jest bogobojne i nikt tak nie wychowuje młodzieży, więc nie pisz głupot. A facet w pewnych sprawach ma rację.
trochę błędne wnioskowanie. Jeśli już używać metaforyki biblijnej, to problem zaczął się od węża czyli cwaniactwa. Wedle słów pewnego mistyka: "Bóg stworzył człowieka szczęśliwym i bogatym, ale cwaniacy uczynili go biednym i nieszczęśliqwym.' I tak właśnie się dzieje. Bogacze-cwaniacy nabijają kabzy i wcale nie inwestują, tylko gromadzą i jeszcze żądają żeby obciąć im dożywotnio wszelkie podatki. Robią się przy tym skrajne podziały, z jedenej strony skrajne, nieracjonalne, posiadanie, i skrajne ubóstwo z drugiej. Bogacze nie znają umiaru, ani nie potrafią się samoograniczać. Znalezli sobie do tego kozły ofiarne w postaci, zadłużanej w cwany sposób, przez banki, biedoty. I wrzeszczą że ktoś jest biedny dlatego bo jest leniwy, więc trzeba obciąć socjal bezużytecznej biedocie. Wstyd jak takie myślenie jest przez sporą część konsumpcyjnego społeczeństwa akceptowane. Żarłoczność bogaczy-cwaniaków i brak podstawowej etyki współ-istnienia i współ-odczuwania, uczciwości w biznesie - to są podstawowe przyczyny wyczerpania się hossy kapitalistycznej, opartej na bezwzględnym, niekontrolowanym, egoistyczniue odzwierzęcym wyzysku wimię Bożka Zysku.