Pieniądze wyrzucone w energię
2012-01-23
Resort gospodarki chce nas puścić z torbami- alarmują firmy, które zainwestowały w Polsce w zieloną energię.
- Jeśli ten projekt wejdzie w życie, to będziemy mieli katastrofę - mówi Tomasz Podgajniak, minister środowiska w rządzie Marka Belki, a dziś wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej. Kierowana przez niego spółka Enerco realizuje jeden z największych projektów farm wiatrowych w Polsce. Pod Darłowem mają stanąć wiatraki o mocy co najmniej 250 MW. - Na finansowanie drugiej fazy inwestycji - kolejnych 80 MW - podpisaliśmy umowy z bankami kilka dni przed opublikowaniem projektu - opowiada Podgajniak. Nie wiem, czy udałoby się to zrobić teraz.
A w grę wchodzi 1,5 mld zł. Oraz pieniądze amerykańskiego inwestora - spółek grupy Invenergy.
Chodzi o opublikowany tuż przed świętami projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii. Razem z nowym prawem energetycznym i prawem gazowym ma stworzyć kręgosłup prawny polskiej energetyki. Na razie trwają konsultacje społeczne.
Ostatnie kilka lat przyniosły prawdziwy boom na energetykę odnawialną w Polsce. I nic dziwnego. W całej Unii Europejskiej, która próbuje zmniejszyć emisję CO2, zielona energetyka jest wspierana na rozmaite sposoby. Także w Polsce. Firmy dostarczające prąd bezpośrednio klientom mają obowiązek kupować zieloną energię od jej producentów. To nie wszystko - zarabiają oni także na sprzedaży tzw. zielonych certyfikatów, które także muszą kupować dostawcy prądu. Nic dziwnego, że elektrownie wiatrowe w naszym kraju rosły jak grzyby po deszczu. W 2000 r. mieliśmy zaledwie kilkanaście wiatraków o mocy 20 MW. Dziś pracujące wiatraki mają moc ok. 1800 MW, czyli tyle co elektrownia w Połańcu - trzecia co do wielkości siłownia w Polsce. Oczywiście prądu produkują znacznie mniej - bo wiatr czasem wieje, a czasem nie.
Jednak najwięcej bo ok. połowy zielonej energii produkujemy z biomasy, która idzie do kotłów w elektrowniach węglowych. Koncerny energetyczne - i państwowe, i prywatne - zainwestowały setki milionów złotych w instalacje pozwalające spalać drewno czy słomę.
Jednak za wsparcie dla energetyki odnawialnej płacą konsumenci. W 2010 r. do producentów popłynęło z ich kieszeni 3 mld zł - tyle warte były zielone certyfikaty, które firmy sprzedały, a które wliczono nam w rachunek za prąd. Możemy się na to zżymać, ale nie mamy wyjścia i płacić musimy - Polska zobowiązała się przed UE, że do 2020 r. będziemy produkować 15 proc. energii ze źródeł odnawialnych.
Teoretycznie nowy projekt resortu gospodarki ma to ułatwić, ale przedsiębiorcy załamują ręce. - Nie wierzę, że ten projekt wejdzie w życie w tej postaci, ale gdyby tak się stało to wszystkie biznesplany, na podstawie których firmy inwestowały, zawalą się w proch i pył - ostrzega Podgajniak. I kreśli następujący hipotetyczny scenariusz.
Farmy wiatrowe, które dziś są prywatne, ze względu na znaczący spadek przychodów nie będą mogły spłacać rat kredytów, więc zostaną przejęte przez banki. Potem za bezcen ktoś je wykupi, a następnie prawo zostanie zmienione, bo szybko okaże się, że Polska nie może spełnić unijnego wskaźnika. - Dbając o wiarygodność inwestycyjną kraju, rząd nie może stwarzać przesłanek do powstawania takich domysłów, szczególnie, że jedynymi firmami, które będą mogły wykupić prywatne farmy wiatrowe, są państwowe koncerny, bo tylko one mają takie pieniądze i uprzywilejowany dostęp do informacji. Byłby to straszny przekręt - mówi Podgajniak, nie kryjąc złości. - Amerykanie, którzy z nami współpracują, łapią się za głowy i pytają: Jak to jest możliwe, że rząd najpierw obiecuje stabilny system wsparcia, a teraz puszcza taki sygnał rynkowy i w rezultacie banki zaczynają wpadać w panikę.
Czytając uzasadnienie do projektu ustawy, można pomyśleć, że resort Waldemara Pawlaka chce przychylić nieba "zielonym" firmom. "Przeprowadzone analizy wskazały, że taka regulacja znacząco zwiększy zainteresowanie potencjalnych inwestorów. Szczególnie istotna z punktu widzenia rozwoju energetyki odnawialnej będzie kwestia stabilności oraz długofalowości systemu wsparcia"- czytamy.
Resort liczy też, że projekt "stworzy niezwykle atrakcyjną przestrzeń finansową pozwalającą na uzyskanie bardzo szybkiego zwrotu z inwestycji".
- To jest chyba uzasadnienie przepisane z jakiegoś innego projektu- ironizuje Podgajniak.
A w grę wchodzi 1,5 mld zł. Oraz pieniądze amerykańskiego inwestora - spółek grupy Invenergy.
Chodzi o opublikowany tuż przed świętami projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii. Razem z nowym prawem energetycznym i prawem gazowym ma stworzyć kręgosłup prawny polskiej energetyki. Na razie trwają konsultacje społeczne.
Ostatnie kilka lat przyniosły prawdziwy boom na energetykę odnawialną w Polsce. I nic dziwnego. W całej Unii Europejskiej, która próbuje zmniejszyć emisję CO2, zielona energetyka jest wspierana na rozmaite sposoby. Także w Polsce. Firmy dostarczające prąd bezpośrednio klientom mają obowiązek kupować zieloną energię od jej producentów. To nie wszystko - zarabiają oni także na sprzedaży tzw. zielonych certyfikatów, które także muszą kupować dostawcy prądu. Nic dziwnego, że elektrownie wiatrowe w naszym kraju rosły jak grzyby po deszczu. W 2000 r. mieliśmy zaledwie kilkanaście wiatraków o mocy 20 MW. Dziś pracujące wiatraki mają moc ok. 1800 MW, czyli tyle co elektrownia w Połańcu - trzecia co do wielkości siłownia w Polsce. Oczywiście prądu produkują znacznie mniej - bo wiatr czasem wieje, a czasem nie.
Jednak najwięcej bo ok. połowy zielonej energii produkujemy z biomasy, która idzie do kotłów w elektrowniach węglowych. Koncerny energetyczne - i państwowe, i prywatne - zainwestowały setki milionów złotych w instalacje pozwalające spalać drewno czy słomę.
Jednak za wsparcie dla energetyki odnawialnej płacą konsumenci. W 2010 r. do producentów popłynęło z ich kieszeni 3 mld zł - tyle warte były zielone certyfikaty, które firmy sprzedały, a które wliczono nam w rachunek za prąd. Możemy się na to zżymać, ale nie mamy wyjścia i płacić musimy - Polska zobowiązała się przed UE, że do 2020 r. będziemy produkować 15 proc. energii ze źródeł odnawialnych.
Teoretycznie nowy projekt resortu gospodarki ma to ułatwić, ale przedsiębiorcy załamują ręce. - Nie wierzę, że ten projekt wejdzie w życie w tej postaci, ale gdyby tak się stało to wszystkie biznesplany, na podstawie których firmy inwestowały, zawalą się w proch i pył - ostrzega Podgajniak. I kreśli następujący hipotetyczny scenariusz.
Farmy wiatrowe, które dziś są prywatne, ze względu na znaczący spadek przychodów nie będą mogły spłacać rat kredytów, więc zostaną przejęte przez banki. Potem za bezcen ktoś je wykupi, a następnie prawo zostanie zmienione, bo szybko okaże się, że Polska nie może spełnić unijnego wskaźnika. - Dbając o wiarygodność inwestycyjną kraju, rząd nie może stwarzać przesłanek do powstawania takich domysłów, szczególnie, że jedynymi firmami, które będą mogły wykupić prywatne farmy wiatrowe, są państwowe koncerny, bo tylko one mają takie pieniądze i uprzywilejowany dostęp do informacji. Byłby to straszny przekręt - mówi Podgajniak, nie kryjąc złości. - Amerykanie, którzy z nami współpracują, łapią się za głowy i pytają: Jak to jest możliwe, że rząd najpierw obiecuje stabilny system wsparcia, a teraz puszcza taki sygnał rynkowy i w rezultacie banki zaczynają wpadać w panikę.
Czytając uzasadnienie do projektu ustawy, można pomyśleć, że resort Waldemara Pawlaka chce przychylić nieba "zielonym" firmom. "Przeprowadzone analizy wskazały, że taka regulacja znacząco zwiększy zainteresowanie potencjalnych inwestorów. Szczególnie istotna z punktu widzenia rozwoju energetyki odnawialnej będzie kwestia stabilności oraz długofalowości systemu wsparcia"- czytamy.
Resort liczy też, że projekt "stworzy niezwykle atrakcyjną przestrzeń finansową pozwalającą na uzyskanie bardzo szybkiego zwrotu z inwestycji".
- To jest chyba uzasadnienie przepisane z jakiegoś innego projektu- ironizuje Podgajniak.
Najnowsze wiadomości
-
Informacja - kluczem do reformy emerytalnej. Ile dostanę na starość?
-
Wielkie wrogie przejęcie w branży IT. Asseco Poland chce kupić Sygnity za ćwierć miliarda złotych
-
Rostowski: najtrudniejszy czas dla finansów publicznych już minął
-
Krótkie spięcie Alstomu. Francuzi walczą o przegrany przetarg w Opolu
-
Odwrócony kredyt hipoteczny, choć bezpieczniejszy, musi czekać
-
Gazprom sprzeciwia się wydobywaniu łupków w Polsce
-
W 2016 cała Polska w LTE. Albo nie
-
Obsługa kasowa dla mikrofirm za darmo. Alior: to nie promocja
-
Rząd nie dogadał się z samorządowcami w sprawie obniżenia limitów zadłużenia
-
Komisja Europejska ustala jak liczyć podatki w Unii Europejskiej

Komentarze (52)
Jest jeszcze jeden aspekt. Dywersyfikacja źródeł energii, czyli wspieranie małej przydomowej energetyki odnawialnej, to z automatu zwiększenie bezpieczeństwa naszego kraju poprzez zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego. Dywersyfikacja źródeł energii jest to też uniezależnienie krajowego systemu energetycznego od wpływów zewnętrznych w tym międzynarodowych korporacji. Wspieranie zdywerysyfikowanej małej energetyki przydomowej to jedyna szansa dla naszego kraju i rozwoju lokalnych przedsiębiorców, którzy inaczej nie będą mieli żadnych szans, jedną z takich firm w mojej okolicy jest na przykład firma EcoSolar, choć takich przykładów jest wiele. Energetyka odnawialna w naszym kraju nigdy nie rozwinie się, jeśli ustawodawstwo będzie, jak do tej pory, wspierało tylko koncerny energetyczne i wszechmożnych magnatów którzy inwestują w ogromne farmy wiatrowe, czy wielkie biogazownie. Moje obawy wzbudza ton powyższego artykułu, gdyż na nowym prawodawstwie ma szansę skorzystać przeciętny Kowalski i w takim tonie powinne być pisane wiadomości na ten temat. W artykule powyższym widać lobbing tych którzy mają pieniądze i to jest smutne, bo kogo obchodzą korporacyjne biznesplany? Oczywiście tylko żądne zysków korporacje, które poprzez różne konsorcja i fundacje zakładają u nas farmy wiatrowe. W jak nieetyczny sposób zdobywają prawa do gruntów pod te farmy to temat na odrębną dyskusję i tej kwestii poruszał nie będę.
Prawodawstwo zmierza w dobrym kierunku, problem w tym, że duże wiatraki, to duże korporacje które chcą nam zabrać jak najwięcej bez względu na zniszczenia jakie spowodują swoimi działaniami. Najlepsze źródła energii odnawialnej to małe systemy fotowoltaiczne, małe turbiny wodne i wiatrowe, małe systemy kogeneracyjne na poziomie pojedyńczego gospodarstwa domowego. Jeśli chodzi o system, to powinniśmy zmierzać ku rozwiązaniom takim jakie stosowane są w Niemczech, które w dziedzinie energii odnawialnych wyprzedziły już cały świat. Duże turbiny wiatrowe to ogromne problemy ze stabilizacją sieci, produkują duże ilości energii zwykle wtedy, gdy nie jest ona potrzebna, są uciążliwe dla środowiska oraz są dużym obciążeniem dla otoczenia. Duże turbiny wiatrowe to także horrendalne zyski dla ich właścicieli dotowane bezpośrednio z naszych kieszeni!!!
Czemu nikt nie napisze, że w Polandzie - kraju białego murzyna, stawia się stare złomy, które odwaliły 10 lat pracy w Niemczech?
Nowe wiatraki to max. 20% tego co stoi !!!
Tu chodzi o kokosy na dopłatach!!!
CO2 jest zdrowy dla roślin a nawet im niezbędny
Sadzic lasy trzeba, wy porąbane ekomatoły !!!