38 mln euro nie popłynie do Polski?
2012-02-08
W Brukseli rozpoczyna się dziś spotkanie ostatniej szansy w sprawie programu współpracy transgranicznej Litwa - Polska - Rosja
Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta
Granica z obwodem kaliningradzkim w Gronowie
+ zobacz powiększenie
Kilometry nowych dróg, modernizacja przejść granicznych, współpraca pomiędzy szpitalami, ochrona środowiska, rozwój szlaków turystycznych na granicach - to wszystko mogłoby powstać za unijne pieniądze z programu współpracy transgranicznej Litwa - Polska - Rosja. Mogłoby, ale jest coraz mniejsza szansa, że powstanie, ponieważ partnerzy, pomimo wielu spotkań i zapewnień o dobrej woli, wciąż nie zdecydowali, jakie projekty finansować. Litwa i Rosja uważają, że wina leży po stronie Polski. Podstawowy zarzut jest taki, że Warszawa nie respektuje decyzji komisji oceniającej, która wybrała projekty upoważnione do dofinansowania z programu. Oprócz tego mają pretensje o to, że niemal wszyscy eksperci oceniający projekty pochodzą z Polski oraz że Polska, która nadzoruje program, nie zdecydowała się otworzyć filii wspólnego sekretariatu technicznego (koordynuje program) na Litwie i w Rosji. Polacy odpierają te zarzuty.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego podkreśla, że komisja oceniająca, która powinna opierać się na rekomendacjach niezależnych ekspertów, odrzuciła projekty wysoko ocenione przez nich, a zaproponowała inne projekty, które od ekspertów dostały ocenę negatywną. Jeśli chodzi o dwa pozostałe zarzuty, Warszawa nie ma sobie nic do zarzucenia.
- Eksperci oceniający zostali wybrani w demokratycznym konkursie. Informacje o nim ogłaszaliśmy na stronach internetowych, przesyłaliśmy do litewskich i rosyjskich ministerstw - mówi Iwona Brol z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. - Filii nie otwarliśmy, bo ci ludzie nie mieliby co robić. Jak będą wybrane projekty i będzie praca, wtedy otworzymy - dodaje.
Oprócz kłótni o wybór projektów i ilość ekspertów toczy się też polsko-rosyjski spór o audyt. Rosja, która przeznaczyła na program 44 mln euro z własnego budżetu, domaga się prawa do przeprowadzania kontroli, jak są wydawane ich pieniądze.
- Polska nie mówi nie, ale stawia warunki, m.in. chce mieć prawo do każdorazowego wydawania zgody na kontrolę, a przed nią chce wiedzieć, czego ma dotyczyć - przyznaje anonimowo jedna z osób bliskich sprawie. Podkreśla też, że gdyby zgodzić się na obecne rosyjskie warunki, oznaczałoby to, że w każdym momencie rosyjscy kontrolerzy będą moli wkroczyć do każdej instytucji w jakikolwiek sposób związanej z programem - np. do szkoły, która wysłała uczniów na wymianę, samorządu, a nawet polskich ministerstw - i przyglądać wszystkie dokumenty, jakie tylko chcą.
Sytuacja jest tak napięta, że pod koniec stycznia do pertraktacji dołączyła Komisja Europejska i postawiła sprawę jasno: albo dogadacie się, albo likwidujemy program. Dziś w Brukseli spotykają się wszyscy partnerzy. Mają dojść do porozumienia i wybrać projekty, które dostaną dofinansowanie. - Nie mamy szklanej kuli i nie wiemy, co się stanie jutro - mówił we wtorek wiceminister Konrad Niklewicz. - Zależy nam, żeby ten program ruszył, by nie stracić z niego ani jednego euro i jesteśmy przekonani, że to jest możliwe, jeśli szczerze wyjaśni się pewne kwestie z partnerami - dodał.
MRR zapewnia, że jeśli dojdzie do porozumienia, uda się wydać wszystkie pieniądze z programu, ale prawdopodobny jest też drugi scenariusz - brak porozumienia i rozwiązanie programu. Jeśli tak się stanie, 84 mln euro, które miano wydać w latach 2008-11, przepadną. Z tego Polska bezpowrotnie straci 38 mln euro. Warszawie uda się uratować tylko 21 mln euro, czyli tyle, ile miała przeznaczyć na polsko-litewsko-rosyjską współpracę w latach 2012-13. Województwa, które biorą udział w programie, przyznają, że zamknięcie go byłoby dla nich dużą stratą.
- Za pieniądze z tego programu chcieliśmy aktywizować III sektor i społeczności lokalne - mówi Radomir Matczak z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. - W innych programach już nie ma środków, dlatego ten jest tak dla nas ważny - dodaje Cezary Cieślukowski, wicewojewoda podlaski. MRR zapewnia, że w razie likwidacji litewsko-polsko-rosyjskiego programu uratowane środki przeniesie do innych programów współpracy transgranicznej.
W środę wieczorem PAP poinformował, że według źródła zbliżonego do rozmów, transgraniczny program Polski, Litwy i Rosji będzie kontynuowany - strony osiągnęły porozumienie.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego podkreśla, że komisja oceniająca, która powinna opierać się na rekomendacjach niezależnych ekspertów, odrzuciła projekty wysoko ocenione przez nich, a zaproponowała inne projekty, które od ekspertów dostały ocenę negatywną. Jeśli chodzi o dwa pozostałe zarzuty, Warszawa nie ma sobie nic do zarzucenia.
- Eksperci oceniający zostali wybrani w demokratycznym konkursie. Informacje o nim ogłaszaliśmy na stronach internetowych, przesyłaliśmy do litewskich i rosyjskich ministerstw - mówi Iwona Brol z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. - Filii nie otwarliśmy, bo ci ludzie nie mieliby co robić. Jak będą wybrane projekty i będzie praca, wtedy otworzymy - dodaje.
Oprócz kłótni o wybór projektów i ilość ekspertów toczy się też polsko-rosyjski spór o audyt. Rosja, która przeznaczyła na program 44 mln euro z własnego budżetu, domaga się prawa do przeprowadzania kontroli, jak są wydawane ich pieniądze.
- Polska nie mówi nie, ale stawia warunki, m.in. chce mieć prawo do każdorazowego wydawania zgody na kontrolę, a przed nią chce wiedzieć, czego ma dotyczyć - przyznaje anonimowo jedna z osób bliskich sprawie. Podkreśla też, że gdyby zgodzić się na obecne rosyjskie warunki, oznaczałoby to, że w każdym momencie rosyjscy kontrolerzy będą moli wkroczyć do każdej instytucji w jakikolwiek sposób związanej z programem - np. do szkoły, która wysłała uczniów na wymianę, samorządu, a nawet polskich ministerstw - i przyglądać wszystkie dokumenty, jakie tylko chcą.
Sytuacja jest tak napięta, że pod koniec stycznia do pertraktacji dołączyła Komisja Europejska i postawiła sprawę jasno: albo dogadacie się, albo likwidujemy program. Dziś w Brukseli spotykają się wszyscy partnerzy. Mają dojść do porozumienia i wybrać projekty, które dostaną dofinansowanie. - Nie mamy szklanej kuli i nie wiemy, co się stanie jutro - mówił we wtorek wiceminister Konrad Niklewicz. - Zależy nam, żeby ten program ruszył, by nie stracić z niego ani jednego euro i jesteśmy przekonani, że to jest możliwe, jeśli szczerze wyjaśni się pewne kwestie z partnerami - dodał.
MRR zapewnia, że jeśli dojdzie do porozumienia, uda się wydać wszystkie pieniądze z programu, ale prawdopodobny jest też drugi scenariusz - brak porozumienia i rozwiązanie programu. Jeśli tak się stanie, 84 mln euro, które miano wydać w latach 2008-11, przepadną. Z tego Polska bezpowrotnie straci 38 mln euro. Warszawie uda się uratować tylko 21 mln euro, czyli tyle, ile miała przeznaczyć na polsko-litewsko-rosyjską współpracę w latach 2012-13. Województwa, które biorą udział w programie, przyznają, że zamknięcie go byłoby dla nich dużą stratą.
- Za pieniądze z tego programu chcieliśmy aktywizować III sektor i społeczności lokalne - mówi Radomir Matczak z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. - W innych programach już nie ma środków, dlatego ten jest tak dla nas ważny - dodaje Cezary Cieślukowski, wicewojewoda podlaski. MRR zapewnia, że w razie likwidacji litewsko-polsko-rosyjskiego programu uratowane środki przeniesie do innych programów współpracy transgranicznej.
W środę wieczorem PAP poinformował, że według źródła zbliżonego do rozmów, transgraniczny program Polski, Litwy i Rosji będzie kontynuowany - strony osiągnęły porozumienie.
Udostępnij link: Facebook
Najnowsze wiadomości
-
Z przemysłem nie jest najgorzej: produkcja wzrosła o 2,9 proc.
-
Polskie miasta będą miały strategie. Powstaje polityka miejska
-
Fiskus zwróci spadkobiercom ulgę mieszkaniową
-
Miliardy złotych zamiast w OFE zostały w ZUS
-
Emerytura za mieszkanie: ubezpieczyciel drogo sobie policzy
-
Wzrost czy oszczędności? Którą drogę wybierze Europa?
-
Niemieccy robotnicy i politycy grożą Oplowi wojną
-
W czasie kryzysu państwa najchętniej podnoszą VAT
-
Zadłużenie skarbu państwa wynosi już 780,9 mld zł
-
Przewoźnicy kolejowi wskazują 17 tras do szybkiej naprawy

Komentarze (52)
Ja mam lepsze rozwiazanie. Za 30 mln EURO nalezy zmobilizowac kilka dywizji i przylaczyc Wilenszczyzne do Polski..
Wtedy podpiszemy uklad z Rosja, z ktora na pewno sie dogadamy, i bedzie po problemie.
normalka..jak urzędnicy nie mają jak ukraść dla siebie przy okazji, to mają w d..Unię programy i jej kasę...
A Rosjanie mądrzy..inaczej połowa forsy poszłaby do firm "szkoleniowych" prowadzonych przez kumpli urzędników..