Kryzys euro dopadł Chiny?
2012-02-11
Winien jest kryzys w Europie, drugim rynku eksportowym Chin po USA
Po raz pierwszy od dwóch lat w pierwszym miesiącu roku (licząc według naszego kalendarza) zarówno import, jak i eksport przestały rosnąć. Eksport stopniał nieznacznie, bo raptem o 0,5 proc. ale to i tak najgorszy wynik Chin od września 2009 r. Ekspertów ten zjazd niepokoi, choć biorą pod uwagę to, że w styczniu Chiny hucznie obchodziły Rok Smoka, a najliczniejszy naród świata wziął urlop i pojechał na wieś, jak każe tradycja. Sklepy były zamknięte, a fabryki pracowały na półobrotach. Zapewne z tego samego powodu spadł i chiński import - aż o 15,3 proc.
Tylko czy chińskie święta w pełni tłumaczą styczniowy spadek? Analitycy się o to spierają. Według niektórych możemy mieć do czynienia z pierwszym sygnałem, że gospodarkę chińską dogania globalny kryzys, przed którym do tej pory skutecznie - z pomocą władz - się broniła.
- Szczególnie martwi załamanie się importu - mówi Ren Xianfeng, analityk firmy doradczej IHS Global Insight. - Styczniowego spadku o 15 proc. nie da się całkiem zrzucić na karb kalendarza księżycowego - dodaje. To nie pierwsze takie dane, bo na początku lutego Chińska Federacja Logistyki i Zakupów podała, że indeks koniunktury w branżach importowych chińskiej gospodarki w styczniu spadł do 46,9 pkt (z 49,3 pkt), co pokazuje, że popyt w Chinach maleje.
W 2008 r., podczas pierwszej odsłony kryzysu finansowego w USA i Europie, rząd w Pekinie wprowadził gigantyczny pakiet stymulacyjny, co pozwoliło utrzymać inwestycje w infrastrukturę na poziomie z poprzednich lat. Efekty rządowego wsparcia dla gospodarki chińskiej widać jeszcze nawet w ubiegłorocznych danych. W 2011 r. Chiny odnotowały 9,2 proc. wzrostu PKB.
Jednak w ostatnim kwartale 2011 r. było już gorzej - tylko 8,9 proc. wzrostu. Kilka miesięcy temu MFW prognozował na 2012 r. obniżenie tempa wzrostu PKB w Państwie Środka do 9 proc. To poziom, którego i tak świat by Chińczykom zazdrościł. Niedawno jednak Fundusz, widząc, co dzieje się w Europie, skorygował swoje szacunki wzrostu PKB Chin do 8,5 proc. Kilka dni temu podczas seminarium w Pekinie przedstawiciel MFW w Chinach ostrzegł nawet, że pogrążona w kryzysie Europa może w tym roku pociągnąć Chiny w dół i kosztować je nawet cztery punkty wzrostu. Radził chińskim władzom, by już teraz szykowały drugi pakiet stymulacyjny.
Świat przestaje już mimowolnie napędzać chińską gospodarkę. Owszem, w ostatnich latach globalne koncerny przenosiły się do tanich Chin, które stały się bazą eksportową świata. Jednak kryzys zadłużeniowy w krajach rozwiniętych sprawia, że popyt na towary "made in China" spada. Według oficjalnych danych w styczniu obroty handlowe Chin z Unią Europejską spadły o 7 proc.!
Za wcześnie, by mówić o załamaniu, ale jeśli UE wejdzie w recesję, to Chiny ją odczują. Siłą rzeczy Pekin musi więc trzymać kciuki za Europę i jej chorującą walutę, choćby dlatego, że trzyma już w niej jedną czwartą swoich rezerw walutowych. - Uważamy, że największym ryzykiem dla Chin w 2012 r. jest słabszy popyt związany z kryzysem w strefie euro - powiedział BBC Ting Liu, analityk z Merrill Lynch w Hongkongu.
Przedstawiciele chińskich władz mają stosunkowo łatwiejszą drogę do pokonania ewentualnego kryzysu, bo sterują kursem własnej waluty. Politycy w Stanach Zjednoczonych otwartym tekstem mówią, że Chiny manipulują swoją walutą, która - ich zdaniem - jest niedoszacowana o jedną trzecią, co pozwala Chińczykom promować ich eksport do USA i Europy.
Tylko czy chińskie święta w pełni tłumaczą styczniowy spadek? Analitycy się o to spierają. Według niektórych możemy mieć do czynienia z pierwszym sygnałem, że gospodarkę chińską dogania globalny kryzys, przed którym do tej pory skutecznie - z pomocą władz - się broniła.
- Szczególnie martwi załamanie się importu - mówi Ren Xianfeng, analityk firmy doradczej IHS Global Insight. - Styczniowego spadku o 15 proc. nie da się całkiem zrzucić na karb kalendarza księżycowego - dodaje. To nie pierwsze takie dane, bo na początku lutego Chińska Federacja Logistyki i Zakupów podała, że indeks koniunktury w branżach importowych chińskiej gospodarki w styczniu spadł do 46,9 pkt (z 49,3 pkt), co pokazuje, że popyt w Chinach maleje.
W 2008 r., podczas pierwszej odsłony kryzysu finansowego w USA i Europie, rząd w Pekinie wprowadził gigantyczny pakiet stymulacyjny, co pozwoliło utrzymać inwestycje w infrastrukturę na poziomie z poprzednich lat. Efekty rządowego wsparcia dla gospodarki chińskiej widać jeszcze nawet w ubiegłorocznych danych. W 2011 r. Chiny odnotowały 9,2 proc. wzrostu PKB.
Jednak w ostatnim kwartale 2011 r. było już gorzej - tylko 8,9 proc. wzrostu. Kilka miesięcy temu MFW prognozował na 2012 r. obniżenie tempa wzrostu PKB w Państwie Środka do 9 proc. To poziom, którego i tak świat by Chińczykom zazdrościł. Niedawno jednak Fundusz, widząc, co dzieje się w Europie, skorygował swoje szacunki wzrostu PKB Chin do 8,5 proc. Kilka dni temu podczas seminarium w Pekinie przedstawiciel MFW w Chinach ostrzegł nawet, że pogrążona w kryzysie Europa może w tym roku pociągnąć Chiny w dół i kosztować je nawet cztery punkty wzrostu. Radził chińskim władzom, by już teraz szykowały drugi pakiet stymulacyjny.
Świat przestaje już mimowolnie napędzać chińską gospodarkę. Owszem, w ostatnich latach globalne koncerny przenosiły się do tanich Chin, które stały się bazą eksportową świata. Jednak kryzys zadłużeniowy w krajach rozwiniętych sprawia, że popyt na towary "made in China" spada. Według oficjalnych danych w styczniu obroty handlowe Chin z Unią Europejską spadły o 7 proc.!
Za wcześnie, by mówić o załamaniu, ale jeśli UE wejdzie w recesję, to Chiny ją odczują. Siłą rzeczy Pekin musi więc trzymać kciuki za Europę i jej chorującą walutę, choćby dlatego, że trzyma już w niej jedną czwartą swoich rezerw walutowych. - Uważamy, że największym ryzykiem dla Chin w 2012 r. jest słabszy popyt związany z kryzysem w strefie euro - powiedział BBC Ting Liu, analityk z Merrill Lynch w Hongkongu.
Przedstawiciele chińskich władz mają stosunkowo łatwiejszą drogę do pokonania ewentualnego kryzysu, bo sterują kursem własnej waluty. Politycy w Stanach Zjednoczonych otwartym tekstem mówią, że Chiny manipulują swoją walutą, która - ich zdaniem - jest niedoszacowana o jedną trzecią, co pozwala Chińczykom promować ich eksport do USA i Europy.
Udostępnij link: Facebook
Najnowsze wiadomości
-
Czy Gazprom jest winny nadużyć w UE?
-
Ukraina chce eksportować gaz z łupków
-
Nord Stream ruszył pełną parą, by wystraszyć Ukrainę?
-
Transatlantycka fuzja gigant w branży elektrycznej
-
Formuła 1 zadebiutuje na giełdzie w Singapurze
-
Sposób na szybki przelew. Wystarczy podać login i hasło do swojego konta
-
Były wicepremier Rosji pokieruje naftowym gigantem
-
Szwedzkie tanie linie lotnicze bankrutem
-
Unijny szczyt pod znakiem wzrostu, Grecji i euroobligacji
-
Konto dla małej firmy: najlepiej, żeby wszystko było za darmo

Komentarze (20)
Zbliżające się wielkimi krokami globalne wydarzenie p.t. chiński kryzys jest nieuchronne jak amen w pacierzu. Wśród różnorodnych przyczyn, które ten kryzys wywołają najistotniejsze będą: dalszy spadek opłacalności produkcji w Chinach, wzrost wynagrodzeń pracowników, strajki, przeinwestowanie, wzrost konsumpcji na rynku wewnętrznym, wzrost cen nośników energii.
W Chinach zaczyna brakować ludzi, którzy są skłonni do pracy za przysłowiową miskę ryżu, a pracownicy bezczelnie strajkują, czym obrażają klasę robotniczą i jej siłę kierowniczą, czyli partię komunistyczną.
Chińczycy czekają na bankructwo Grecji , wtedy wykupią masę upadłości za swoje euro i wprowadza komunistyczny kapitalizm w Grecji , skończy się udawanie Greka a zaczną chińskie rządy , nieudacznicy greccy pojada przymusowo do Chin a tam kara śmierci za malwersacje i będzie porządek