Rostowski: najtrudniejszy czas dla finansów publicznych już minął
2012-02-23
Myślę, że z ręką na sercu możemy powiedzieć, że najtrudniejszy okres dla polskich finansów publicznych jest już chyba za nami. Teraz czas na stabilizację - powiedział w środę minister finansów Jacek Rostowski.
Skumulowany wzrost PKB w latach 2008-2011
+ zobacz powiększenie
Szef resortu finansów zaprezentował dziennikarzom raport "Finanse publiczne w Polsce w okresie kryzysu". Raport podsumowuje to, co działo się w naszych finansach w latach 2008-11. I zdaniem Rostowskiego jest dobrą podstawą do debaty o polityce finansowej państwa w przyszłości.
- W czasie kryzysu, który przypadł na czas poprzedniej kadencji, Polska odniosła niewątpliwy sukces gospodarczy - mówił w czasie prezentacji raportu Marek Rozkrut, dyrektor departamentu polityki finansowej, analiz i statystyki. Pokazywał dane, z których wynika, że w ciągu ostatnich czterech lat rozwijaliśmy się szybciej niż jakikolwiek inny kraj UE. Nasz skumulowany wzrost PKB z lat 2008-11 sięgnął 15,8 proc. Druga w tym rankingu Słowacja miała wzrost o połowę niższy, a średnia dla krajów Unii to spadek PKB o 0,5 proc. - Wzrost gospodarczy był silnie wspierany bardzo dużym wzrostem inwestycji publicznych. Ten wzrost także był najwyższy w całej UE - mówił dyr. Rozkrut. Z raportu wynika też, że liczba pracujących w Polsce wzrosła o 880 tys. To drugi wynik w Unii, po Niemczech. - Polska nie uniknęła kłopotów. Rósł dług publiczny, ale nie przekroczył poziomu 55 proc. PKB [to próg ostrożnościowy, którego przekroczenie zmusiłoby rząd do przeprowadzenia drastycznych cięć wydatków i podniesienia podatków] - stwierdził Marek Rozkrut. - Poza tym przyrost długu publicznego w Polsce należał do najniższych w UE. Poziom długu jest umiarkowany i zdecydowanie niższy niż średnia unijna - przekonywał. Co więcej, jego zdaniem od tego roku Polska powinna być jednym z nielicznych krajów Unii, gdzie dług liczony w relacji do PKB będzie się zmniejszać.
Lata 2011-12 to rekordowe cięcie wydatków. Zeszłoroczne wydatki budżetu były o 10,7 mld zł niższe od planu. Przy dochodach wyższych od planu pozwoliło to na wykonanie deficytu budżetu na poziomie 25,1 mld zł. To o 15,1 mld zł mniej od planu.
Minister Rostowski mówił w środę, że wedle szacunków resortu finansów deficyt sektora finansów publicznych spadł na koniec 2011 r. do 5,6 proc. PKB. Zgodnie z tym, co obiecaliśmy KE, na koniec tego roku spadnie poniżej 3 proc. PKB. Dzięki temu Komisja będzie mogła zdjąć z Polski tzw. procedurę nadmiernego deficytu. Ale na tym nie koniec. W kolejnych latach deficyt ma być dalej obniżany. - Średniookresowy cel budżetowy to deficyt na poziomie 1 proc. PKB - mówił dyrektor Rozkrut. - Nie wystarczy obniżka deficytu do 3 proc. PKB, bo w czasach spowolnienia gospodarczego mógłby on znów przekroczyć ten pułap - mówił dyrektor. Przy deficycie na poziomie 1 proc. PKB w okresie spowolnienia i spadku dochodów podatkowych deficyt nie przekroczyłby 3 proc. PKB, natomiast w okresie dobrej koniunktury zamiast deficytu mielibyśmy nadwyżkę. Cel, czyli 1 proc. PKB deficytu, mamy osiągnąć w 2015 r.
Minister finansów, pytany o obecny stan finansów państwa, mówił, że budżet po pierwszym miesiącu tego roku wygląda dobrze. - Już dzisiaj zrealizowaliśmy 40 proc. tegorocznych potrzeb pożyczkowych. Wydaje mi się, że w sytuacji utrzymującej się niestabilności na rynkach europejskich dobrze jest wyprzedzająco zapewnić płynność budżetu - stwierdził.
- W czasie kryzysu, który przypadł na czas poprzedniej kadencji, Polska odniosła niewątpliwy sukces gospodarczy - mówił w czasie prezentacji raportu Marek Rozkrut, dyrektor departamentu polityki finansowej, analiz i statystyki. Pokazywał dane, z których wynika, że w ciągu ostatnich czterech lat rozwijaliśmy się szybciej niż jakikolwiek inny kraj UE. Nasz skumulowany wzrost PKB z lat 2008-11 sięgnął 15,8 proc. Druga w tym rankingu Słowacja miała wzrost o połowę niższy, a średnia dla krajów Unii to spadek PKB o 0,5 proc. - Wzrost gospodarczy był silnie wspierany bardzo dużym wzrostem inwestycji publicznych. Ten wzrost także był najwyższy w całej UE - mówił dyr. Rozkrut. Z raportu wynika też, że liczba pracujących w Polsce wzrosła o 880 tys. To drugi wynik w Unii, po Niemczech. - Polska nie uniknęła kłopotów. Rósł dług publiczny, ale nie przekroczył poziomu 55 proc. PKB [to próg ostrożnościowy, którego przekroczenie zmusiłoby rząd do przeprowadzenia drastycznych cięć wydatków i podniesienia podatków] - stwierdził Marek Rozkrut. - Poza tym przyrost długu publicznego w Polsce należał do najniższych w UE. Poziom długu jest umiarkowany i zdecydowanie niższy niż średnia unijna - przekonywał. Co więcej, jego zdaniem od tego roku Polska powinna być jednym z nielicznych krajów Unii, gdzie dług liczony w relacji do PKB będzie się zmniejszać.
Lata 2011-12 to rekordowe cięcie wydatków. Zeszłoroczne wydatki budżetu były o 10,7 mld zł niższe od planu. Przy dochodach wyższych od planu pozwoliło to na wykonanie deficytu budżetu na poziomie 25,1 mld zł. To o 15,1 mld zł mniej od planu.
Minister Rostowski mówił w środę, że wedle szacunków resortu finansów deficyt sektora finansów publicznych spadł na koniec 2011 r. do 5,6 proc. PKB. Zgodnie z tym, co obiecaliśmy KE, na koniec tego roku spadnie poniżej 3 proc. PKB. Dzięki temu Komisja będzie mogła zdjąć z Polski tzw. procedurę nadmiernego deficytu. Ale na tym nie koniec. W kolejnych latach deficyt ma być dalej obniżany. - Średniookresowy cel budżetowy to deficyt na poziomie 1 proc. PKB - mówił dyrektor Rozkrut. - Nie wystarczy obniżka deficytu do 3 proc. PKB, bo w czasach spowolnienia gospodarczego mógłby on znów przekroczyć ten pułap - mówił dyrektor. Przy deficycie na poziomie 1 proc. PKB w okresie spowolnienia i spadku dochodów podatkowych deficyt nie przekroczyłby 3 proc. PKB, natomiast w okresie dobrej koniunktury zamiast deficytu mielibyśmy nadwyżkę. Cel, czyli 1 proc. PKB deficytu, mamy osiągnąć w 2015 r.
Minister finansów, pytany o obecny stan finansów państwa, mówił, że budżet po pierwszym miesiącu tego roku wygląda dobrze. - Już dzisiaj zrealizowaliśmy 40 proc. tegorocznych potrzeb pożyczkowych. Wydaje mi się, że w sytuacji utrzymującej się niestabilności na rynkach europejskich dobrze jest wyprzedzająco zapewnić płynność budżetu - stwierdził.
Udostępnij link: Facebook
Najnowsze wiadomości
-
Czy Gazprom jest winny nadużyć w UE?
-
Ukraina chce eksportować gaz z łupków
-
Nord Stream ruszył pełną parą, by wystraszyć Ukrainę?
-
Transatlantycka fuzja gigant w branży elektrycznej
-
Formuła 1 zadebiutuje na giełdzie w Singapurze
-
Sposób na szybki przelew. Wystarczy podać login i hasło do swojego konta
-
Były wicepremier Rosji pokieruje naftowym gigantem
-
Szwedzkie tanie linie lotnicze bankrutem
-
Unijny szczyt pod znakiem wzrostu, Grecji i euroobligacji
-
Konto dla małej firmy: najlepiej, żeby wszystko było za darmo

Komentarze (3)
Podstawowa różnica czasów kryzysu między zieloną wyspą, a krajami Unii polega na tym, że:
- na wyspie nie było powodów do zaistnienia kryzysu,
- negatywne zjawiska wynikały z niekompetencji funkcjonariuszy finansów i spowodowały pauperyzację ludzi, niemożliwą do przeprowadzenie w innych krajach.
Koncepcje ograniczenia kosztów obsługi długu, równych zwykle deficytowi, do 1% PKB zgłosiliśmy do nowelizacji ustawy o finansach publicznych i strategii długu w poprzednim wieku. Były realizowalne w czasach długu na poziomie 38% PKB, zostały odrzucone przez funkcjonariuszy - ciemniaków.
Kryzys finansów publicznych nie minie w najbliższych latach, ze względu na najwyższe w Unii koszty obsługi, płacone przez podatników.
Aparat propagandowo-agitacyjny, który pochłonął ogromne środki unijne PHARE na polepszenie wizerunku funkcjonariuszy, stracił wiarygodność.
Jaki sukces gospodarczy? PKB to tylko podsumowana wartość wszystkich dóbr i usług wyprodukowanych w danym kraju.
W polskiej praktyce PKB pokazuje ile wyprodukowali dla zachodnich koncernów biali niewolnicy z Polski zarabiający 4-5 razy mniej niż na Zachodzie.. A te koncerny oczywiście cały zysk przekazały zagranicę. W Polsce zostało g... To nie żaden sukces.
@jacekzwawy
pracuję akurat w branzy poligraficznej i wiesz co ?gdyby nie te zachodnie firmy to masa drukarń w Polsce by padła,ze względu na to polscy odbiorcy masakryczne zbijają ceny i za nic mają to ,ze taka drukarnia musi utrzymać min 15 pracowników (handlowców,drukarzy ,introligatorów ). więc jestem wdzięczna za te zachodnie koncerny ,bo przynajmniej firma mojego byłego pracodawcy się rozwija i utrzymuje rzeszę rodzin .