Wiadomości biznesowe > 

Rząd chce podnieść VAT, ale czy to wystarczy?

Piotr Skwirowski

2010-07-30

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że w walce z deficytem rząd skupi się na cięciu wydatków budżetowych. Teraz wygląda na to, że nie minie nas także podwyżka podatków.

Uczestnicy panelu zyskają dostęp do stale aktualizowanych raportów

Prawdopodobnie czeka nas podwyżka podstawowej stawki VAT - z 22 do 23 proc. Przejściowa, na trzy lata. To oznacza, że zdrożeją nowe samochody, telewizory, komputery, ubrania i większość usług. Nie zmienią się natomiast preferencyjne stawki VAT - 3 i 7 proc. Nie zdrożeją więc m.in. żywność i leki. Wedle różnych szacunków dzięki podwyżce budżet zyska od 4 do nawet 7 mld zł rocznie. To zależy od kondycji gospodarki.

- Jestem trochę skonfundowany. Mówiło się o podwyżce składki rentowej, która miała dać budżetowi nawet kilkanaście dodatkowych miliardów złotych. Zamiast tego ma być podwyżka VAT dzięki, której budżet zyska 4 mld zł. To nieekwiwalentne. Gdyby tak na to patrzeć, to VAT powinien wzrosnąć do 25 proc., ale to byłoby uderzenie w konsumpcję - mówi "Gazecie" Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku.

Jego zdaniem VAT jest najbardziej neutralnym podatkiem. Nie podwyższa jak podatki dochodowe czy składka rentowa kosztów pracy. Najtrudniej go też unikać - bogaci znaleźli sposoby ucieczki przed PIT, ale nie przed VAT.- Oczywiście jednak każdy ruch podatkowy będzie bolał. Nie rozumiem dlaczego rząd bierze się za podwyższanie podatków. To tak samo niepopularne jak cięcie wydatków. To na nim rząd powinien się skupić. Gdybym już miał zaczynać od podatków wziąłbym się za ulgi. Choćby ulgę na dzieci, która kosztuje budżet 6 mld zł rocznie. Patrząc na potrzeby budżetu i skalę dochodów z podwyżki VAT obawiam się, że to jeszcze nie koniec podatkowych niespodzianek - mówi Petru.

- Jeśli chcemy trwale sprowadzić deficyt sektora finansów publicznych z 7 do 1-2 proc. PKB to należy wprowadzić pakiet stabilizacyjny dla finansów na kwotę 50-60 mld zł w ciągu trzech lat. Tego nie widać - powiedział nam prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, główny ekonomista Business Centre Club. - No chyba, że rząd myśli, iż czasowo zwiększy dochody budżetu poprzez podwyżkę podatków, a w tym czasie przeprowadzi zdecydowane reformy po stronie wydatków budżetu, które za kilka lat przyniosą mu wielomiliardowe oszczędności. Powinien to jednak jasno pokazać. Bo bez tego co będzie za trzy lata? - pyta profesor.

Ekonomiści są zgodni - reformy, o których od kilku miesięcy mówi rząd, to za mało. Oczywiście likwidacja emerytur mundurowych, ograniczenie wydatków na armię czy zmiana zasad naliczania rent są potrzebne i dadzą odetchnąć budżetowi. Z każdym rokiem bardziej. Ale potrzebna jest też likwidacja kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego i przeniesienie rolników do ZUS. Trzeba tez traktować rolników, zwłaszcza tych z większymi gospodarstwami jak zwykłych przedsiębiorców i obłożyć ich podatkiem dochodowym. Ciągle też powraca pomysł zrównania i podniesienia wieku emerytalnego.

W piątek rząd powie Polakom nie tylko o czekających ich zmianach w podatkach, ale też pokaże jak zamierza obniżać w najbliższych latach deficyt budżetu państwa. Wszystko to ma być zapisane w planie finansowym państwa na najbliższe cztery lata, nad którym ministrowie będą debatować na specjalnym posiedzeniu. Wedle nieoficjalnych danych deficyt budżetu 2011 ma być nie wyższy niż 40 mld zł (w ustawie budżetowej na 2010 r. zaplanowano 52,2 mld zł deficytu). W czwartek wieczorem agencja Reuters - powołując się na anonimowe źródło - podała, że deficyt będzie ustalony na 45 mld zł (już z uwzględnieniem podwyżki stawki VAT).

Wedle przyjętych już przez rząd założeń makroekonomicznych do przyszłorocznego budżetu gospodarka będzie się rozwijać w tempie 3,5 proc., średnioroczna inflacja wyniesie 2,3 proc., a stopa bezrobocia na koniec 2011 r. sięgnie 9,9 proc.

Najnowsze wiadomości