TP SA zapłaci Duńczykom. Sprawa jeszcze z czasów PRL
2010-09-03
270 mln euro przegrała TP SA przed Trybunałem Arbitrażowym w Wiedniu. Sprawa zaczęła się jeszcze w czasach PRL
Wczoraj Trybunał Arbitrażowy w Wiedniu ogłosił wyrok w sprawie roszczeń duńskiej firmy DPTG (Danish Polish Telecommunications Group) wobec Telekomunikacji Polskiej SA. TP SA ma zapłacić 270 mln euro, kwota odsetek może sięgnąć 122 mln. Duńczycy domagali się 840 mln euro plus odsetki, co łącznie oznaczało sumę ponad 1,2 mld euro.
Wyrok nie powinien wpłynąć na kondycję finansową polskiego telekomu. TP SA zamierza odwołać się od wyroku Trybunału, więc ostateczne koszty poznamy dopiero za jakiś czas. W dodatku spółka poczyniła rezerwy na wypadek niekorzystnego wyroku. Ich wysokość jest nieznana, lecz zdaniem analityków pokryją większość roszczeń wobec DPTG. Również rynek giełdowy przyjmie zapewne wyrok sądu bez emocji, gdyż dla inwestorów nie jest on niespodzianką.
Ale to także nie koniec duńskich roszczeń. Proces dotyczył jedynie rozliczeń między TP SA i DPTG za lata 1994-2004. W Wiedniu toczy się drugi proces dotyczący rozliczeń po roku 2004.
DPTG to spółka powołana dla budowy kabla światłowodowego, który połączył Polskę z Danią i Europą Zachodnią. Udziałowcami są GN Store Nord oraz TDC (były udziałowiec Polkomtela). Umowa w sprawie położenia kabla podmorskiego negocjowana była jeszcze w latach 80., gdy Polska była objęta restrykcjami CoCom(Coordinating Committee for Multilateral Export Controls), którego zadaniem było niedopuszczenie do sprzedaży nowoczesnych technologii do krajów bloku sowieckiego. DPTG została powołana, by restrykcje CoCom ominąć. Ze strony polskiej umowę podpisał w kwietniu 1991 roku dyrektor państwowego przedsiębiorstwa Polska Poczta, Telegraf i Telefon (PPTiT) oraz przedstawiciel Elektrimu, który wówczas był państwową centralą handlu zagranicznego. Umowa jest dziwna, choćby dlatego, że podpisy są nieczytelne i właściwie nie wiadomo, kto personalnie odpowiada za wynegocjowanie niekorzystnych dla Polski warunków. Niewyjaśniona jest też rola Elektrimu, który kilka lat później został sprywatyzowany. Elektrim (od 2007 roku w stanie upadłości) nie jest stroną w sporze, choć przedstawiciele TP SA nieoficjalnie dają do zrozumienia, że mogą mieć wobec niego roszczenia.
Kilka miesięcy po zawarciu umowy przedsiębiorstwo PPTiT przestało istnieć podzielone na Telekomunikację Polską i Pocztę Polską. TP SA odziedziczyła po dawnym przedsiębiorstwie umowę z Duńczykami, która przewidywała, że DPTG będzie przez 15 lat pobierała opłatę w wysokości 14,8 proc. przychodu generowanego przez opłaty za korzystanie z podwodnego kabla. To oznaczało dla duńskiej spółki gigantyczny zysk - 35 proc. rocznie od zainwestowanych pieniędzy!
W 1999 roku pojawiły się rozbieżności w interpretacji zawartej umowy, a w 2001 roku duńska spółka zwróciła się do Trybunału Arbitrażowego. Polski telekom zapłacił Duńczykom łącznie ok. 80 mln euro, a w 2006 roku w ogóle przestał regulować płatności. Według DPTG strona polska powinna płacić za wszelki ruch telekomunikacyjny mający styczność z kablem podmorskim. TP SA uważa, że jest to żądanie absurdalne. To tak, jakby operator autostrady żądał udziału w opłatach wszystkich autostrad, ponieważ samochody, aby przejechać na koniec kraju, muszą korzystać z jego odcinka drogi.
W prospekcie emisyjnym TP SA przed prywatyzacją (I etap miał miejsce jesienią 1998 roku) podana była informacja o umowie między spółką polską i duńską, lecz nie zaznaczono, że z umową tą wiąże się ryzyko wypłaty ogromnego odszkodowania. Doradcą prywatyzacyjnym był Schröder Polska sp. z o.o., audyt zaś sporządzał Arthur Andersen - jedna z wielkich światowych firm audytorskich, dziś już nieistniejąca.
Wiele wskazuje na to, że kolejne zarządy TP SA umową z Duńczykami się nie przejmowały, a tymczasem roszczenia i odsetki od nich rosły. Dopiero obecny zarząd utworzył rezerwy wynikające z ryzyka przegrania procesu arbitrażowego. Nieoficjalnie mówi się, że inwestorzy, którzy kupili akcje TP SA mogą domagać się od skarbu państwa odszkodowania za to, że przed prywatyzacją nie poinformował o ryzyku związanym z duńską umową.
Wyrok nie powinien wpłynąć na kondycję finansową polskiego telekomu. TP SA zamierza odwołać się od wyroku Trybunału, więc ostateczne koszty poznamy dopiero za jakiś czas. W dodatku spółka poczyniła rezerwy na wypadek niekorzystnego wyroku. Ich wysokość jest nieznana, lecz zdaniem analityków pokryją większość roszczeń wobec DPTG. Również rynek giełdowy przyjmie zapewne wyrok sądu bez emocji, gdyż dla inwestorów nie jest on niespodzianką.
Ale to także nie koniec duńskich roszczeń. Proces dotyczył jedynie rozliczeń między TP SA i DPTG za lata 1994-2004. W Wiedniu toczy się drugi proces dotyczący rozliczeń po roku 2004.
DPTG to spółka powołana dla budowy kabla światłowodowego, który połączył Polskę z Danią i Europą Zachodnią. Udziałowcami są GN Store Nord oraz TDC (były udziałowiec Polkomtela). Umowa w sprawie położenia kabla podmorskiego negocjowana była jeszcze w latach 80., gdy Polska była objęta restrykcjami CoCom(Coordinating Committee for Multilateral Export Controls), którego zadaniem było niedopuszczenie do sprzedaży nowoczesnych technologii do krajów bloku sowieckiego. DPTG została powołana, by restrykcje CoCom ominąć. Ze strony polskiej umowę podpisał w kwietniu 1991 roku dyrektor państwowego przedsiębiorstwa Polska Poczta, Telegraf i Telefon (PPTiT) oraz przedstawiciel Elektrimu, który wówczas był państwową centralą handlu zagranicznego. Umowa jest dziwna, choćby dlatego, że podpisy są nieczytelne i właściwie nie wiadomo, kto personalnie odpowiada za wynegocjowanie niekorzystnych dla Polski warunków. Niewyjaśniona jest też rola Elektrimu, który kilka lat później został sprywatyzowany. Elektrim (od 2007 roku w stanie upadłości) nie jest stroną w sporze, choć przedstawiciele TP SA nieoficjalnie dają do zrozumienia, że mogą mieć wobec niego roszczenia.
Kilka miesięcy po zawarciu umowy przedsiębiorstwo PPTiT przestało istnieć podzielone na Telekomunikację Polską i Pocztę Polską. TP SA odziedziczyła po dawnym przedsiębiorstwie umowę z Duńczykami, która przewidywała, że DPTG będzie przez 15 lat pobierała opłatę w wysokości 14,8 proc. przychodu generowanego przez opłaty za korzystanie z podwodnego kabla. To oznaczało dla duńskiej spółki gigantyczny zysk - 35 proc. rocznie od zainwestowanych pieniędzy!
W 1999 roku pojawiły się rozbieżności w interpretacji zawartej umowy, a w 2001 roku duńska spółka zwróciła się do Trybunału Arbitrażowego. Polski telekom zapłacił Duńczykom łącznie ok. 80 mln euro, a w 2006 roku w ogóle przestał regulować płatności. Według DPTG strona polska powinna płacić za wszelki ruch telekomunikacyjny mający styczność z kablem podmorskim. TP SA uważa, że jest to żądanie absurdalne. To tak, jakby operator autostrady żądał udziału w opłatach wszystkich autostrad, ponieważ samochody, aby przejechać na koniec kraju, muszą korzystać z jego odcinka drogi.
W prospekcie emisyjnym TP SA przed prywatyzacją (I etap miał miejsce jesienią 1998 roku) podana była informacja o umowie między spółką polską i duńską, lecz nie zaznaczono, że z umową tą wiąże się ryzyko wypłaty ogromnego odszkodowania. Doradcą prywatyzacyjnym był Schröder Polska sp. z o.o., audyt zaś sporządzał Arthur Andersen - jedna z wielkich światowych firm audytorskich, dziś już nieistniejąca.
Wiele wskazuje na to, że kolejne zarządy TP SA umową z Duńczykami się nie przejmowały, a tymczasem roszczenia i odsetki od nich rosły. Dopiero obecny zarząd utworzył rezerwy wynikające z ryzyka przegrania procesu arbitrażowego. Nieoficjalnie mówi się, że inwestorzy, którzy kupili akcje TP SA mogą domagać się od skarbu państwa odszkodowania za to, że przed prywatyzacją nie poinformował o ryzyku związanym z duńską umową.
Najnowsze wiadomości
-
Chińczycy konfiskują tablety Apple'a: - Oni nie mają praw do nazwy iPad
-
Greccy politycy puszczają oko do wyborców: Oszczędności tylko na chwilę
-
Fatalne wyniki japońskiej gospodarki. PKB w IV kwartale spadło o 2,3 proc.
-
Komisja Nadzoru Finansowego: PKO BP i Pekao mogą wypłacić dywidendę
-
KGHM: rada nadzorcza zajmie się dziś przejęciem Quadry
-
Piękność z komputera
-
Wysoka frekwencja, mocne "Nie" dla atomu
-
Województwo śląskie nie pożyczy już złamanego grosza
-
Transmisje meczów Euro w pubach? Tylko z licencją
-
Uwaga z pracą dla rodziny, bo może prowadzić do patologii
