Potwierdziło się. Szybsza jazda = więcej ofiar
2012-02-11
We wrześniu ubiegłego roku mogło się wydawać, że obowiązujące od kilku miesięcy wyższe limity prędkości na niektórych drogach w Polsce nie przyniosą żadnych negatywnych konsekwencji. Dane policji potwierdziły nasze obawy. Tak dużego wzrostu liczby ofiar wypadków nie było od 12 lat - piszą prof. dr hab. Mirosław Szreder i dr Ewa Wycinka z Uniwersytetu Gdańskiego.
Jeden z wiceministrów MSWiA, przedwcześnie - naszym zdaniem - obwieścił, że wbrew prognozom (m.in. naszego autorstwa), zwiększenie limitów prędkości nie przełożyło się na większą liczbę wypadków. Niestety, tragiczne dane KG Policji za cały rok 2011 wskazują, że nastąpił nie tylko wzrost liczby wypadków, ale także ponad 10 proc. wzrost liczby ofiar śmiertelnych na drogach. Tak dużego procentowego wzrostu liczby ofiar wypadków nie zanotowano w naszym kraju od ponad 12 lat. Równocześnie oznacza to zmianę spadkowej tendencji w liczbie zabitych na drogach, trwającej od roku 2005, z jednym tylko wyjątkiem, gdy w 2007 r. wzrosła ona o niecały jeden procent.
W opublikowanych przez nas symulacjach* skutków podwyższenia limitów prędkości do 140 km/h i 120 km/h, odpowiednio na autostradach i drogach ekspresowych, wskazywaliśmy na spodziewany wzrost liczby wypadków (4 - 10 proc.) i znaczny wzrost liczby zabitych (8 - 22 proc.). Nie zamierzamy upierać się przy żadnej konkretnej liczbie, są one wystarczająco tragiczne w swojej wymowie. Twierdzimy jednak, że modele, które zastosowaliśmy do obliczenia skutków zwiększonych prędkości na drogach, wcześniej zweryfikowane w wielu krajach na bogatych zbiorach danych, jednoznacznie pokazują, że wzrostu liczby ofiar śmiertelnych na polskich drogach w 2011 r. należało się spodziewać. Ta smutna prawda sięga dalej - utrzymanie podwyższonych limitów prędkości w kolejnych latach zmniejsza szansę na powrót spadkowego trendu w liczbie wypadków i liczbie ofiar. Dodatkowo warto sobie uświadomić, że w ostatniej dekadzie tempo spadku liczby ofiar na drogach w Polsce było i tak znacznie wolniejsze aniżeli w wielu innych krajach Europy. Przykładowo, we Francji i Hiszpanii przez ostatnie 10 lat o połowę udało się zmniejszyć liczbę zabitych w wypadkach drogowych, w Polsce w tym czasie jedynie o 30 proc.
To prawda, że prędkość nie jest jedynym czynnikiem wzrostu liczby wypadków i śmiertelności na drogach. Ale oczekiwanie, że zwiększenie prędkości jazdy samochodów na drogach nie spowoduje wzrostu liczby ofiar, nie ma żadnego racjonalnego, ani empirycznego uzasadnienia. Zwolenników szybkiej jazdy, w tym parlamentarzystów, którzy uchwalili w 2010 r. nowelizację ustawy Prawo o ruchu drogowym, nie przekonują doświadczenia i racje prawie wszystkich krajów europejskich, mających niższe limity prędkości na autostradach i drogach ekspresowych. Można więc zapytać, jakaż to polska specyfika pozwala wierzyć, że szybko nie oznacza na drodze mniej bezpiecznie? Wyższe umiejętności naszych kierowców? Wyższa kultura jazdy? Lepsze i bezpieczniejsze samochody? Prawdopodobnie żaden z tych czynników nie jest naszym sprzymierzeńcem w konfrontacji z dobrze utrwalonymi prawidłowościami na drogach innych krajów.
CZYTAJ TAKŻE: Jak naukowcy ostrzegali we wrześniu 2011 Jedna ofiara śmiertelna wypadku kosztuje polskie społeczeństwo ponad 2 mln zł
* Pełne wyniki symulacji zostały opublikowane na początku ubiegłego roku w nr 1/2011 czasopisma „Wiadomości Ubezpieczeniowe” (”Możliwe ekonomiczne skutki podwyższenia limitu prędkości na drogach w Polsce”, s. 137-148).
W opublikowanych przez nas symulacjach* skutków podwyższenia limitów prędkości do 140 km/h i 120 km/h, odpowiednio na autostradach i drogach ekspresowych, wskazywaliśmy na spodziewany wzrost liczby wypadków (4 - 10 proc.) i znaczny wzrost liczby zabitych (8 - 22 proc.). Nie zamierzamy upierać się przy żadnej konkretnej liczbie, są one wystarczająco tragiczne w swojej wymowie. Twierdzimy jednak, że modele, które zastosowaliśmy do obliczenia skutków zwiększonych prędkości na drogach, wcześniej zweryfikowane w wielu krajach na bogatych zbiorach danych, jednoznacznie pokazują, że wzrostu liczby ofiar śmiertelnych na polskich drogach w 2011 r. należało się spodziewać. Ta smutna prawda sięga dalej - utrzymanie podwyższonych limitów prędkości w kolejnych latach zmniejsza szansę na powrót spadkowego trendu w liczbie wypadków i liczbie ofiar. Dodatkowo warto sobie uświadomić, że w ostatniej dekadzie tempo spadku liczby ofiar na drogach w Polsce było i tak znacznie wolniejsze aniżeli w wielu innych krajach Europy. Przykładowo, we Francji i Hiszpanii przez ostatnie 10 lat o połowę udało się zmniejszyć liczbę zabitych w wypadkach drogowych, w Polsce w tym czasie jedynie o 30 proc.
To prawda, że prędkość nie jest jedynym czynnikiem wzrostu liczby wypadków i śmiertelności na drogach. Ale oczekiwanie, że zwiększenie prędkości jazdy samochodów na drogach nie spowoduje wzrostu liczby ofiar, nie ma żadnego racjonalnego, ani empirycznego uzasadnienia. Zwolenników szybkiej jazdy, w tym parlamentarzystów, którzy uchwalili w 2010 r. nowelizację ustawy Prawo o ruchu drogowym, nie przekonują doświadczenia i racje prawie wszystkich krajów europejskich, mających niższe limity prędkości na autostradach i drogach ekspresowych. Można więc zapytać, jakaż to polska specyfika pozwala wierzyć, że szybko nie oznacza na drodze mniej bezpiecznie? Wyższe umiejętności naszych kierowców? Wyższa kultura jazdy? Lepsze i bezpieczniejsze samochody? Prawdopodobnie żaden z tych czynników nie jest naszym sprzymierzeńcem w konfrontacji z dobrze utrwalonymi prawidłowościami na drogach innych krajów.
CZYTAJ TAKŻE: Jak naukowcy ostrzegali we wrześniu 2011 Jedna ofiara śmiertelna wypadku kosztuje polskie społeczeństwo ponad 2 mln zł
* Pełne wyniki symulacji zostały opublikowane na początku ubiegłego roku w nr 1/2011 czasopisma „Wiadomości Ubezpieczeniowe” (”Możliwe ekonomiczne skutki podwyższenia limitu prędkości na drogach w Polsce”, s. 137-148).
Udostępnij link: Facebook

Komentarze (20)
1. Nie powinno być limitów prędkości na autostradach. Powinien być podawany przedział prędkości optymalnej dostosowany do modelu samochodu i warunków na drodze. Wiadomo bowiem że jak ktoś chce polonezem jechać 160 km/h to zabije siebie i innych, zaś nowym mercedesem można jechać bezpiecznie nawet 200 km/h.
2. "Badania" statystyczne mają to do siebie, że można z nich dostać takie wyniki jakie są akurat potrzebne. Profesor Turski zauważył np. że wyniki o tzw. "ociepleniu" klimatu są naciągnięte. Od tej pory Turskiego nie ma w GW. Tutaj mamy klasyczny przykład fluktuacji, które naciąga się aby pokazywały wzrost i sugerowały związek przyczynowy. Raczej sugerowałbym sprawdzenie statystyczne czy intensywność robót drogowych wpływa na ilość wypadków, bo może przed Euro jest dużo prac na drogach i stąd więcej wypadków.
3. W dziedzinie motoryzacji GW jest jak rozdarta sosna. Z jednej strony chcą aby wszyscy mieli nowe samochody, z drugiej aby jeździć wolno. Po co mi nowy samochód jeśli nie ma być szybszy niż stary?
COŚ NIE JEST TAK Z TYMI BADANIAMI
Z prędkością 100km/godz. - odcinek 100km przejadę w ciągu 1 godziny – spotkam np. 200 pojazdów z przeciwnego kierunku,.
Z prędkością 50 km/godz potrzebuję 2 godziny i spotkam w tym czasie 400 pojazdów.
W pierwszym przypadku prawdopodobieństwo wypadku jest dwukrotnie większe.
@Gość: hp
Przepraszam DWUKROTNIE MNIEJSZE
@Gość: hp
"Z prędkością 50 km/godz potrzebuję 2 godziny i spotkam w tym czasie 400 pojazdów"
Jeśli te samochody również zwolnią ze 100km/h do 50 to ich ilość nie zmieni się (miniemy ich 200), a do tego wszyscy będą jechać wolniej i bezpieczniej.