Lekcja z porównawczej integracji gospodarczej
2011-05-27
Stany Zjednoczone musiały przejść daleką drogę, by docenić korzyści płynące z regionalnej integracji gospodarczej. To twierdzenie dotyczy głównie Meksyku.
W gruncie rzeczy, jak się okazuje, Meksyk dla Stanów Zjednoczonych, podobnie jak Polska dla Niemiec, stanowią prawdziwy egzamin z otwartości i zaufania do samego siebie.
Można wychwycić intrygujące analogie charakteryzujące te dwie pary krajów. Meksyk - z populacją 112 mln jest porównywalny do 36 proc. USA, które zamieszkuje 311 mln osób. Polska z 38-mln narodem to 46,3 proc. populacji Niemiec liczącej 82 mln.
Dzięki NAFTA od 1994 roku Meksyk stał się dogodną lokalizacją dla amerykańskich linii produkcyjnych. Taką samą rolę odgrywała dla Niemiec Polska od początku lat 90. Jednocześnie w czasie ostatniego kryzysu gospodarczego właśnie amerykańskie i niemieckie banki wpakowały się największe kłopoty, a nie meksykańskie i polskie. Te ostatnie odrobiły lekcje z niezbędnej ostrożności i unikania nadmiernego ryzyka w poprzednich kryzysach bankowych.
Między innymi dzięki procesowi regionalnej integracji polski PKB per capita z uwzględnieniem siły nabywczej wzrósł o 175 proc., z 10 tys. 305 dol. w 2000 roku do 18 tys. 58 dol. w 2009. Meksyk poczynił podobne postępy. Według MFW PKB per capita wzrósł tam z 10 tys. 868 do 13 tys. 681 dol.
Jednak mimo tych zachęcających oznak postępu integracji rynek pracy wciąż spędza sen z powiek i jest gorącym tematem. Niemcy właśnie dokonali tego przełomu w procesie integracyjnym. Ten kamień milowy powinien być lekcją dla stosunków meksykańsko-amerykańskich.
Jak często słusznie przypomina prezydent Meksyku Felipe Calderon, "jedyną drogą do dobrej koniunktury gospodarczej w Stanach i Meksyku jest integracja". Sąsiadujące gospodarki mają interes we wzajemnym wykorzystywaniu swoich mocnych stron w sposób komplementarny, tak aby znaleźć dla siebie i całego regionu optymalną pozycję w globalnej konkurencji.
Niższe koszty pracy w Meksyku i Polsce oraz dostępność wykwalifikowanej i pełnej motywacji siły roboczej pomagają Niemcom i Amerykanom produkować konkurencyjne towary. W wyniku stosowania "bliźniaczej strategii" odpowiednio Meksyk i Polska stały się integralnymi częściami globalnego rozwoju amerykańskich i niemieckich firm.
W czasie gdy rodzi się coraz więcej wątpliwości co do sensu posiadania zbyt odległych kooperantów, godny zaufania partner przemysłowy za miedzą jest szczególną korzyścią. W dodatku, jeśli wziąć pod uwagę erozję dawniej niebagatelnej przewagi chińskich kosztów pracy, motywacja, by montować produkty w Azji i z powrotem je transportować dużym kosztem, wyraźnie spada. Dzięki temu ulegną wzmocnieniu przemysłowe więzi regionalne.
Jednak mimo tych różowych perspektyw i wielkiego postępu w tej dziedzinie otwarty rynek pracy, swobodny napływ pracowników, czy to z Meksyku do USA, czy z Polski do Niemiec, jest nadal przyczyną pewnej nerwowości w bogatych krajach.
Pod tym względem Stany Zjednoczone i Niemcy różniły się w przeszłości pod względem swojego podejścia. Podczas gdy USA nie miały wyraźnie określonej polityki otwartej granicy, de facto wielu Meksykanów pracowało w USA, co wynikało po prostu z popytu. Inaczej było w Niemczech, gdzie podpisywano z innymi krajami oficjalne porozumienia o napływie ściśle określonej liczby gastarbeiterów. Szczególnie w okresie "cudu gospodarczego" w latach 60. podpisano dużo takich umów, m.in. z Hiszpanią, Portugalią, Grecją, Włochami, Jugosławią, Turcją.
Pod wieloma względami model niemiecki doskonale się sprawdził. Wielu gastarbeiterów pracowało w Niemczech kilka lat, mieszkając w złych warunkach, by jak najwięcej zaoszczędzić na otwarcie własnego biznesu w kraju rodzinnym po powrocie.
Właśnie tego rodzaju doświadczenia powinno się wziąć pod uwagę teraz, gdy prezydent Obama chce ożywić w Stanach debatę o imigracji. Te przykłady stanowią dowód na to, że Felipe Calderonowi powinno się wierzyć, gdy mówi, że celem meksykańskiego rządu jest doprowadzić do zatrudnienia jak największej liczby Meksykanów w ich własnym kraju i na tyle umocnić gospodarkę, żeby pracownicy chcieli wracać do domu, by wykorzystać tamtejszą koniunkturę. Ponadto w miarę jak wzrasta poziom życia w Meksyku, amerykańskie firmy będą miały większy rynek dla swojego eksportu za miedzą.
Doświadczenia Niemiec z ostatnich 50 lat świadczą o tym, że zamykanie granic ma wprost przeciwny do zamierzonego skutek. Zakłóca ono przepływ siły roboczej w obu kierunkach oparty na popycie. Pracownicy z pewnością zostaną w bogatszym kraju przy zamkniętych granicach, bo nie mają u siebie w domu perspektyw.
Dobrze by było, gdyby Stany Zjednoczone przyswoiły sobie tę lekcję. Otwarte granice, oparte na gospodarczym zdrowym rozsądku, prowadzą do zmniejszenia liczby nielegalnych imigrantów, mniejszej migracji i imigracji z powodów rodzinnych. Wszystko to uczyniłoby gospodarkę regionalną bardziej elastyczną.
W miarę jak rynki pracy będą ewoluowały, a gospodarki regionalne rosły i integrowały się na zasadzie bliskości geograficznej, musimy nauczyć się doceniać ich zalety. To droga korzystna dla wszystkich stron i powinniśmy nią kroczyć, niezależnie od tego, czy mieszkamy w Stanach Zjednoczonych, czy w Europie.
tłum. ami
Klaus F. Zimmermann jest dyrektorem IZA, Instytutu Badania Rynku Pracy w Bonn
Można wychwycić intrygujące analogie charakteryzujące te dwie pary krajów. Meksyk - z populacją 112 mln jest porównywalny do 36 proc. USA, które zamieszkuje 311 mln osób. Polska z 38-mln narodem to 46,3 proc. populacji Niemiec liczącej 82 mln.
Dzięki NAFTA od 1994 roku Meksyk stał się dogodną lokalizacją dla amerykańskich linii produkcyjnych. Taką samą rolę odgrywała dla Niemiec Polska od początku lat 90. Jednocześnie w czasie ostatniego kryzysu gospodarczego właśnie amerykańskie i niemieckie banki wpakowały się największe kłopoty, a nie meksykańskie i polskie. Te ostatnie odrobiły lekcje z niezbędnej ostrożności i unikania nadmiernego ryzyka w poprzednich kryzysach bankowych.
Między innymi dzięki procesowi regionalnej integracji polski PKB per capita z uwzględnieniem siły nabywczej wzrósł o 175 proc., z 10 tys. 305 dol. w 2000 roku do 18 tys. 58 dol. w 2009. Meksyk poczynił podobne postępy. Według MFW PKB per capita wzrósł tam z 10 tys. 868 do 13 tys. 681 dol.
Jednak mimo tych zachęcających oznak postępu integracji rynek pracy wciąż spędza sen z powiek i jest gorącym tematem. Niemcy właśnie dokonali tego przełomu w procesie integracyjnym. Ten kamień milowy powinien być lekcją dla stosunków meksykańsko-amerykańskich.
Jak często słusznie przypomina prezydent Meksyku Felipe Calderon, "jedyną drogą do dobrej koniunktury gospodarczej w Stanach i Meksyku jest integracja". Sąsiadujące gospodarki mają interes we wzajemnym wykorzystywaniu swoich mocnych stron w sposób komplementarny, tak aby znaleźć dla siebie i całego regionu optymalną pozycję w globalnej konkurencji.
Niższe koszty pracy w Meksyku i Polsce oraz dostępność wykwalifikowanej i pełnej motywacji siły roboczej pomagają Niemcom i Amerykanom produkować konkurencyjne towary. W wyniku stosowania "bliźniaczej strategii" odpowiednio Meksyk i Polska stały się integralnymi częściami globalnego rozwoju amerykańskich i niemieckich firm.
W czasie gdy rodzi się coraz więcej wątpliwości co do sensu posiadania zbyt odległych kooperantów, godny zaufania partner przemysłowy za miedzą jest szczególną korzyścią. W dodatku, jeśli wziąć pod uwagę erozję dawniej niebagatelnej przewagi chińskich kosztów pracy, motywacja, by montować produkty w Azji i z powrotem je transportować dużym kosztem, wyraźnie spada. Dzięki temu ulegną wzmocnieniu przemysłowe więzi regionalne.
Jednak mimo tych różowych perspektyw i wielkiego postępu w tej dziedzinie otwarty rynek pracy, swobodny napływ pracowników, czy to z Meksyku do USA, czy z Polski do Niemiec, jest nadal przyczyną pewnej nerwowości w bogatych krajach.
Pod tym względem Stany Zjednoczone i Niemcy różniły się w przeszłości pod względem swojego podejścia. Podczas gdy USA nie miały wyraźnie określonej polityki otwartej granicy, de facto wielu Meksykanów pracowało w USA, co wynikało po prostu z popytu. Inaczej było w Niemczech, gdzie podpisywano z innymi krajami oficjalne porozumienia o napływie ściśle określonej liczby gastarbeiterów. Szczególnie w okresie "cudu gospodarczego" w latach 60. podpisano dużo takich umów, m.in. z Hiszpanią, Portugalią, Grecją, Włochami, Jugosławią, Turcją.
Pod wieloma względami model niemiecki doskonale się sprawdził. Wielu gastarbeiterów pracowało w Niemczech kilka lat, mieszkając w złych warunkach, by jak najwięcej zaoszczędzić na otwarcie własnego biznesu w kraju rodzinnym po powrocie.
Właśnie tego rodzaju doświadczenia powinno się wziąć pod uwagę teraz, gdy prezydent Obama chce ożywić w Stanach debatę o imigracji. Te przykłady stanowią dowód na to, że Felipe Calderonowi powinno się wierzyć, gdy mówi, że celem meksykańskiego rządu jest doprowadzić do zatrudnienia jak największej liczby Meksykanów w ich własnym kraju i na tyle umocnić gospodarkę, żeby pracownicy chcieli wracać do domu, by wykorzystać tamtejszą koniunkturę. Ponadto w miarę jak wzrasta poziom życia w Meksyku, amerykańskie firmy będą miały większy rynek dla swojego eksportu za miedzą.
Doświadczenia Niemiec z ostatnich 50 lat świadczą o tym, że zamykanie granic ma wprost przeciwny do zamierzonego skutek. Zakłóca ono przepływ siły roboczej w obu kierunkach oparty na popycie. Pracownicy z pewnością zostaną w bogatszym kraju przy zamkniętych granicach, bo nie mają u siebie w domu perspektyw.
Dobrze by było, gdyby Stany Zjednoczone przyswoiły sobie tę lekcję. Otwarte granice, oparte na gospodarczym zdrowym rozsądku, prowadzą do zmniejszenia liczby nielegalnych imigrantów, mniejszej migracji i imigracji z powodów rodzinnych. Wszystko to uczyniłoby gospodarkę regionalną bardziej elastyczną.
W miarę jak rynki pracy będą ewoluowały, a gospodarki regionalne rosły i integrowały się na zasadzie bliskości geograficznej, musimy nauczyć się doceniać ich zalety. To droga korzystna dla wszystkich stron i powinniśmy nią kroczyć, niezależnie od tego, czy mieszkamy w Stanach Zjednoczonych, czy w Europie.
tłum. ami
Klaus F. Zimmermann jest dyrektorem IZA, Instytutu Badania Rynku Pracy w Bonn
Udostępnij link: Facebook
