Konkurs PKO BP na nazwę lokaty zakończył się klapą. Plagiat
2011-12-06
Szeroko reklamowany w telewizji konkurs na nazwę lokaty ogłoszony kilka miesięcy temu przez PKO BP zakończył się rzadko spotykaną klapą. Bank musiał anulować ogłoszone już wyniki konkursu, w którym 20 osób wygrało samochody, a jedna - milion złotych. Powód? Okazało się, że część nagrodzonych nazw lokat to plagiaty.
Konkurs był jednym z największych promocyjnych przedsięwzięć PKO BP w drugim półroczu. Towarzyszyły mu reklamy z Szymonem Majewskim, na które bank wydał co najmniej kilka milionów złotych.
Aby mieć szansę na nagrodę, trzeba było zdeponować w PKO BP lokatę i wymyślić dla niej nazwę. Wydawało się, że akcja zakończy się pełnym sukcesem. Ze swoimi pieniędzmi przyszło do PKO BP ponad 60 tys. klientów, mimo że oprocentowanie nie powalało na kolana - na najlepszej z oferowanych lokat nie przekraczało 4,5 proc. Biorąc pod uwagę dzienną kapitalizację odsetek i brak podatku, to tyle, ile 5,55 proc. na zwykłej lokacie. Bank nie ujawnił wartości pozyskanych depozytów, ale jest jasne, że kwoty te idą w miliony złotych.
Afera wokół konkursu wybuchła w piątek, dzień po ogłoszeniu przez PKO BP wyników zabawy, czyli 21 zwycięskich haseł.
Internauci natychmiast zauważyli, że część haseł wybranych przez komisję konkursową to najzwyklejsze plagiaty - kopie nazw lokat, które już istnieją lub istniały w innych bankach! Tak było m.in. z Lokatą Atut i Lokatą Owocną, które pod identycznymi nazwami funkcjonowały już w bankach spółdzielczych. Mimo to komisja konkursowa PKO BP nagrodziła twórców tych haseł samochodami.
- Wystarczyło wpisać obie nazwy do dowolnej wyszukiwarki internetowej, by wykryć, że nie są oryginalne i pojawiły się już w nazwach lokat konkurencyjnych banków - oburzył się jeden z czytelników, którzy napisał na serwis "Alert24". Komisja konkursowa tego nie sprawdziła, choć regulamin konkursu jasno mówi, że zaproponowana przez uczestnika nazwa musi być efektem własnej pracy uczestnika i nie może naruszać niczyich praw autorskich.
Kilka innych nazw wyróżnionych przez jury okazało się łudząco podobnymi do lokat konkurencyjnych banków, w tym zwycięski Cumulus Maximus złożony z dwóch nazw mających już swoją historię: lokaty Cumulus występującej kiedyś w BZ WBK i konta oszczędnościowego Maximus z Kredyt Banku.
W piątek w gazetowym blogu "Subiektywnie o finansach" ukazał się krytyczny tekst na temat wyników konkursu. Efekt? Na stronie PKO BP pojawił się następujący komunikat: "Uprzejmie informujemy, że wyłoniona została wstępna lista laureatów "Konkursu z milionem". W związku z napływającymi reklamacjami lista zostanie poddana dodatkowej weryfikacji pod kątem zgodności z regulaminem i może ulec zmianie.
Bank przyznał się więc do błędu i zamierza zmienić listę zwycięzców. Co prawda żaden punkt regulaminu nie wspomina o wyłanianiu "wstępnej listy laureatów", ale komunikat nie pozostawia wątpliwości: niektórzy z nagrodzonych zostaną pozbawieni samochodów po 40 tys. zł sztuka.
Nieco szersze wyjaśnienia otrzymaliśmy od Elżbiety Anders, rzeczniczki PKO. "Konkurs PKO Banku Polskiego cieszył się olbrzymim zainteresowaniem. Zgodnie z regulaminem na uczestnikach ciążył obowiązek weryfikacji, czy zgłaszane hasła nie były wykorzystane np. w kampaniach innych banków. Przy tego typu masowych konkursach może się jednak zdarzyć, że klienci, działając w dobrej wierze, zaproponują hasła, na które wpadł również ktoś inny wcześniej. Stąd po wpłynięciu do nas reklamacji podjęliśmy decyzję o ponownej weryfikacji listy laureatów. Osoby, które wskazały hasła użyte wcześniej np. jako nazwy lokat konkurencyjnych banków, nie powinny być nagrodzone".
Nieoficjalnie menedżerowie PKO BP przyznają, że konkurs z milionem to duża porażka. - Niepotrzebnie spieszyliśmy się z ogłoszeniem listy zwycięzców, trzeba było jeszcze kilka dni poczekać i wszystko sprawdzić, nawet kosztem naruszenia regulaminu - słyszymy w banku.
Kiedy zostanie ogłoszona druga lista zwycięzców? Nie wiadomo. Czy ci, którzy zostali nagrodzeni "przez pomyłkę", będą żądali wywiązania się banku z obietnicy? To też na razie zagadka.
Aby mieć szansę na nagrodę, trzeba było zdeponować w PKO BP lokatę i wymyślić dla niej nazwę. Wydawało się, że akcja zakończy się pełnym sukcesem. Ze swoimi pieniędzmi przyszło do PKO BP ponad 60 tys. klientów, mimo że oprocentowanie nie powalało na kolana - na najlepszej z oferowanych lokat nie przekraczało 4,5 proc. Biorąc pod uwagę dzienną kapitalizację odsetek i brak podatku, to tyle, ile 5,55 proc. na zwykłej lokacie. Bank nie ujawnił wartości pozyskanych depozytów, ale jest jasne, że kwoty te idą w miliony złotych.
Afera wokół konkursu wybuchła w piątek, dzień po ogłoszeniu przez PKO BP wyników zabawy, czyli 21 zwycięskich haseł.
Internauci natychmiast zauważyli, że część haseł wybranych przez komisję konkursową to najzwyklejsze plagiaty - kopie nazw lokat, które już istnieją lub istniały w innych bankach! Tak było m.in. z Lokatą Atut i Lokatą Owocną, które pod identycznymi nazwami funkcjonowały już w bankach spółdzielczych. Mimo to komisja konkursowa PKO BP nagrodziła twórców tych haseł samochodami.
- Wystarczyło wpisać obie nazwy do dowolnej wyszukiwarki internetowej, by wykryć, że nie są oryginalne i pojawiły się już w nazwach lokat konkurencyjnych banków - oburzył się jeden z czytelników, którzy napisał na serwis "Alert24". Komisja konkursowa tego nie sprawdziła, choć regulamin konkursu jasno mówi, że zaproponowana przez uczestnika nazwa musi być efektem własnej pracy uczestnika i nie może naruszać niczyich praw autorskich.
Kilka innych nazw wyróżnionych przez jury okazało się łudząco podobnymi do lokat konkurencyjnych banków, w tym zwycięski Cumulus Maximus złożony z dwóch nazw mających już swoją historię: lokaty Cumulus występującej kiedyś w BZ WBK i konta oszczędnościowego Maximus z Kredyt Banku.
W piątek w gazetowym blogu "Subiektywnie o finansach" ukazał się krytyczny tekst na temat wyników konkursu. Efekt? Na stronie PKO BP pojawił się następujący komunikat: "Uprzejmie informujemy, że wyłoniona została wstępna lista laureatów "Konkursu z milionem". W związku z napływającymi reklamacjami lista zostanie poddana dodatkowej weryfikacji pod kątem zgodności z regulaminem i może ulec zmianie.
Bank przyznał się więc do błędu i zamierza zmienić listę zwycięzców. Co prawda żaden punkt regulaminu nie wspomina o wyłanianiu "wstępnej listy laureatów", ale komunikat nie pozostawia wątpliwości: niektórzy z nagrodzonych zostaną pozbawieni samochodów po 40 tys. zł sztuka.
Nieco szersze wyjaśnienia otrzymaliśmy od Elżbiety Anders, rzeczniczki PKO. "Konkurs PKO Banku Polskiego cieszył się olbrzymim zainteresowaniem. Zgodnie z regulaminem na uczestnikach ciążył obowiązek weryfikacji, czy zgłaszane hasła nie były wykorzystane np. w kampaniach innych banków. Przy tego typu masowych konkursach może się jednak zdarzyć, że klienci, działając w dobrej wierze, zaproponują hasła, na które wpadł również ktoś inny wcześniej. Stąd po wpłynięciu do nas reklamacji podjęliśmy decyzję o ponownej weryfikacji listy laureatów. Osoby, które wskazały hasła użyte wcześniej np. jako nazwy lokat konkurencyjnych banków, nie powinny być nagrodzone".
Nieoficjalnie menedżerowie PKO BP przyznają, że konkurs z milionem to duża porażka. - Niepotrzebnie spieszyliśmy się z ogłoszeniem listy zwycięzców, trzeba było jeszcze kilka dni poczekać i wszystko sprawdzić, nawet kosztem naruszenia regulaminu - słyszymy w banku.
Kiedy zostanie ogłoszona druga lista zwycięzców? Nie wiadomo. Czy ci, którzy zostali nagrodzeni "przez pomyłkę", będą żądali wywiązania się banku z obietnicy? To też na razie zagadka.
Udostępnij link: Facebook

Komentarze (12)
Słabe te nazwy lokat, Szymon powinien wybierać jakieś z jajem.
"Lokatą Atut i Lokatą Owocną," - niedługo nie będzie można nic nazwać i zrobić reklamy, czy nowego produktu bo okaże się że już wszystko było i nie można już nic ponownie użyć.